
Świetny występ Bogdanki LUK we wtorkowy wieczór spowodował, że w ćwierćfinale fazy play-off jest remis 1:1. Ekipa z Lublina w drugim starciu pokonała na wyjeździe ZAKSĘ Kędzierzyn Koźle 3:0. Decydujące starcie zostanie rozegrane w najbliższą niedzielę o godz. 14.45, w hali Globus.

Trzeba oczywiście dodać, że gospodarze tym razem musieli sobie radzić bez Bartosza Kurka, a także Jakuba Szymańskiego. Pytanie czy w niedzielę obaj będą już do dyspozycji trenera? Na pewno jest kilka dni, żeby się wykurowali.
A jak podopieczni trenera Massimo Bottiego oceniają drugi mecz z ZAKSĄ?
– Mieliśmy wszystko pod pełną kontrolą – zapewnia Marcin Komenda. – Bardzo się cieszymy że wygraliśmy i że pokazaliśmy, że ten mecz sobotni nie zmienił naszego nastawienia. Byliśmy bojowo nastawieni na środę, od razu powiedzieliśmy sobie w sobotę, że nic się jeszcze nie skończyło i że wszystko jest w naszych rękach. Jeżeli tylko będziemy grali, to co potrafimy, to możemy powalczyć. To się wydarzyło. Jestem bardzo szczęśliwy, że wracamy do Lublina na trzeci mecz, a tam już będzie święto, wielkie wydarzenie i niech wygra lepszy. Zrobimy wszystko, żeby awansować dalej, ale to siatkówka i sport. ZAKSA też będzie zmotywowana – dodaje kapitan Bogdanki LUK.
Przyznaje też, że jest dumny ze swojej drużyny. – Byliśmy pod ścianą, ale nie pękliśmy. Pokazaliśmy od początku, że chcemy przedłużyć rywalizację i to się udało. Jeżeli jednak po 30 kolejkach różnica między drużynami wynosi tylko punkt, to oznacza, że zespoły są tak wyrównane, że liczą się: dyspozycja dnia i dobry moment, a jedna-dwie akcje potrafią zmienić losy meczu. W niedzielę będą decydowały niuanse, ale jeżeli powtórzymy taki występ, to może być pięknie – wyjaśnia Komenda.
– Przyjechaliśmy z jednym nastawieniem, żeby wygrać. Ostatnie dni poświęciliśmy tylko i wyłącznie na to, żeby się dobrze przygotować i przede wszystkim w głowie nastawić na ten mecz. Pierwsze spotkanie nie poszło po naszej myśli, ale jest 1:1 i wracamy do siebie. Wierzę, że my wyjdziemy zwycięsko z tego spotkania i że atut naszej hali będzie nas niósł. W tabeli był jeden punkt różnicy i to pokazuje, że jesteśmy na równym poziomie, drużyny są do siebie zbliżone – dodaje Kewin Sasak.
