

W lokalnych mediach pojawiły się zarzuty w stronę Uniwersytetu Medycznego i jego kierownictwa. Sprawa odbiła się szerokim echem. Postanowiliśmy zapytać rektora uczelni o to, jak odniesie się do oskarżeń.

Władze Uniwersytetu Medycznego w Lublinie znalazły się pod ostrzałem po serii zarzutów wysuwanych w anonimowych donosach do lubelskich mediów. Również w pismach kierowanych do rektora prof. Wojciecha Załuski oskarżają go oraz prorektora ds. kształcenia prof. Kamila Torresa o poważne nadużycia i łamanie zasad uczciwego zarządzania. Sprawa dotyczy nie tylko potencjalnych konfliktów interesów, ale także „wątpliwej etycznie dystrybucji grantów naukowych”.
Główny zarzut dotyczy obecności żony prorektora Torresa, prof. Anny Torres, w Radzie Uczelni – ciele nadzorczym, które kontroluje działania władz rektorskich. Jednocześnie zarówno ona, jak i prof. Ewelina Grywalska, której zasugerowano życie w konkubinacie z rektorem Załuską, zasiadają w Komisji Bioetycznej. Ta sama komisja opiniuje wnioski o milionowe granty, w tym te, których beneficjentkami są obie panie profesor. W 2023 roku projekty z ich udziałem otrzymały ponad 30 mln zł z Agencji Badań Medycznych.
W donosach zwraca się też uwagę na nieproporcjonalne obciążenie obowiązkami prof. Kamila Torresa, który łączy funkcję prorektora z kierowaniem trzema jednostkami naukowymi. Autorzy pisma podważają to, czy możliwe jest należyte wykonywanie tak wielu ról bez łamania przepisów o limitach zatrudnienia. Dodatkowym problemem, który podnosi anonimowe pismo jest pogarszająca się sytuacja finansowa uczelni, spowodowana drastycznym spadkiem liczby studentów zagranicznych. W ciągu pięciu lat ich liczba zmniejszyła się o ponad 40 proc., co zmusiło władze do cięć budżetowych.
Rektor Załuska w oficjalnym stanowisku odrzucił zarzuty, nazywając je „anonimowymi oskarżeniami”, które godzą w dobre imię uczelni. Postanowiliśmy porozmawiać z rektorem odnośnie zarzutów, jakie padają pod adresem uczelni, jego, i jego współpracowników. Rozmawialiśmy w środę.
Rektor Wojciech Załuska: Odpowiadamy za dużą uczelnię, która ma ponad 2500 pracowników i blisko 7000 studentów. Przekazywanie informacji niezgodnych z prawdą wywołuje oburzenie, a przede wszystkim zakłóca pracę tej instytucji we wszystkich wymiarach.
Wywód autorstwa red. Brzuszkiewicza z "Gazety Wyborczej" powstał w oparciu o nierzetelne informacje czerpane z tzw. donosów od „życzliwego”. Muszę – po pierwsze – stwierdzić, że nikt w sprawie wymienionej w "Gazecie Wyborczej" nie kontaktował się ze mną w ciągu ostatnich tygodni czy miesięcy. Nie miałem żadnych próśb o spotkania. To po pierwsze.
Po drugie nie jest prawdą, że ubiegając się o grant z rządowej Agencji Badań Medycznych, na przykład w ramach projektu eksperymentu badawczego, należy zawsze przedstawić pozytywną opinię komisji bioetycznej. Tak mylnie postawioną tezę zestawił z nazwiskami profesor Anny Torres i profesor Eweliny Grywalskiej red. Brzuszkiewicz. Szczytem nietaktu i konfabulacji, co jest wręcz oburzające i znajdzie finał w sądzie jest wypisywanie przez tego autora, że profesor Ewelina Grywalska jest moją konkubiną. To wprost godzi w jej rodzinę, w moją. O prawdę i sowite zadośćuczynienie na cel społeczny będziemy się upominać w sądzie. Mamy prawo do zachowania godności, która została pogwałcona przez Jacka Brzuszkiewicza.
Nie jest prawdą też, że często gościłem w Telewizji Trwam. Wypowiadałem się wyłącznie jako lekarz zajmujący się leczeniem nadciśnienia i chorób nerek, odpowiadałem jedynie na pytania pacjentów. Nie widzę w tym nic złego, że raz wystąpiłem przed kamerami tej stacji. Nie wstydzę się tego.
Następną sprawą, którą chciałem wyjaśnić, jest kłamstwo o wynagrodzeniu mojego prorektora. W artykule GW padła kwota 1,86 mln zł. To kłamstwo. Uruchomiłem wszystkie możliwości organizacyjne, czyli poleciłem wszystkim służbom zbadanie tych informacji dotyczących zarobków mojego prorektora prof. Kamila Torresa, który – tak jak ja –jest oburzony konfabulacjami. Moje oburzenie, ale też środowiska, było związane z tym, że osoba, która jest jedną z najbardziej aktywnych w tworzeniu rozwiązań i nowych jednostek na naszej uczelni, między innymi Centrum Symulacji Medycznej, została tak brutalnie pomówiona. Centrum, którego „ojcem” jest prof. Torres, to unikalny w skali kraju zakład, kształcący studentów w ramach szkolenia podyplomowego z wielu jednostek zagranicznych. To jest atak na osobę niezwykle pracowitą, której uczelnia wiele zawdzięcza.
Drugą taką osobą jest pani profesor Ewelina Grywalska. Ja życzę ludziom, którzy to w jakimś sensie kwestionują, żeby dostali granty z Agencji Badań Medycznych czy Narodowego Centrum Nauki, w ramach niezwykle wymagających konkursów, z niezwykle restrykcyjną procedurą wyłaniania laureatów. Insynuowanie, że mogę mieć jakikolwiek wpływ na wyniki jest czymś więcej niż nadużyciem słowa. Jesteśmy uczelnią ze Wschodniej Polski, nie o takiej sile przekonania jak ośrodki z Gdańska, Warszawy czy Poznania. Musimy bardzo rzetelnie przygotować każdy wniosek konkursowy.
- Pierwsze pytanie, które się nasuwa już po tych słowach o artykule, brzmi: czy faktycznie obecność żony pana prorektora w Radzie Uczelni nie może budzić wątpliwości, co do bezstronności i przejrzystości procesów zarządzania uczelnią?
– Jeśli chodzi o regulacje, które obowiązują zarówno ze strony uczelni, jak i inne regulacje prawne, nie ma tutaj konfliktu interesów. Jestem o tym przekonany, bo rada jest zespołem kolegialnym i podejmuje decyzje w głosowaniu. Zadaniem rady jest kontrolowanie funkcjonowania naszej uczelni. Pani profesor Torres jest drugą kadencję w tej radzie. Nie widzieliśmy podstaw, żeby jej uniemożliwić dalszą pracę. Nie widzę tu konfliktu interesów.
- W takim razie nasuwa się kolejne pytanie dotyczące właśnie pana prorektora. Dlaczego w takim razie uczelnia nie ujawniła zarobków prof. Torresa? Pan rektor powiedział, że sprawdziliście to, czy możemy zatem liczyć, że teraz zostaną upublicznione?
– Przygotowaliśmy te dane, była prośba z jednej redakcji. Mamy gotowe już te dokumenty. To była taka chwila zastanowienia, czy nie ma tutaj jakiegoś naruszenia reguł związanych z prawem. Bo o ile ja, jako rektor jestem jawny zupełnie, nie boję się pokazywania swoich zarobków – one są bardzo skrupulatnie opracowane. To jest spore wynagrodzenie. Tak, ale okupione masą obowiązków. Jestem też teraz między innymi szefem Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych. Nie biorę z tego powodu żadnego wynagrodzenia, a pracy mam masę z tym związanej. Także my to lada moment przekażemy do informacji publicznej.
- A granty przyznawane przez Agencję Badań Medycznych? Komisja bioetyczna ma jakikolwiek wpływ regulacyjny?
– Granty są konsekwencją decyzji i my jesteśmy dumni, że akurat te granty otrzymaliśmy, bo to bardzo pomaga nam między innymi w pracy naszego Centrum Wsparcia Badań Klinicznych w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 4, na które dostaliśmy duże środki. Teraz też otrzymaliśmy wsparcie 30-milionowe w obszarze rozwoju biomedycyny. Powtarzam jeszcze raz: pani profesor Ewelina Grywalska, immunolog, jest jednym z najlepiej rozpoznawanych, nie tylko w Polsce, naukowców. Bardzo krzywdzące jest twierdzenie, jak to imputuje red. Brzuszkiewicz, że ja miałbym wpływ na rozwój jej kariery. Ona uczciwie wszystko robi sama w sposób wyjątkowy. To wymaga naprawdę dużego szacunku. A nie mam żadnych związków jakichkolwiek personalnych czy osobistych z panią profesor.
- W takim razie jeszcze raz zapytam: czy w przypadku tych grantów i projektów, gdzie głównymi postaciami były pani profesor Grywalska i profesor Anna Torres stosowano jakieś dodatkowe mechanizmy weryfikacji?
– Panie redaktorze, nie ma takich możliwości. Te granty są oceniane przez komisję grantową. My po aplikacji i spełnieniu kryteriów, przekazaniu informacji na temat i dorobku naukowego, nie mamy żadnego wpływu, co do istoty decyzji tej komisji. My nie mamy żadnego wpływu na decyzję odnośnie przyznawania dotacji.
- Przejdźmy do pana prorektora Torresa. Pojawił się zarzut, że pełni on zbyt wiele funkcji jednocześnie, co uniemożliwia należyte wykonywanie tych obowiązków.
– Osoby niezwykle aktywne zawsze są podejrzewane o to, że nie dają sobie rady w wymiarze, w którym pracują. Ja powiem w ten sposób: sprawdziliśmy godzinowy wysiłek we wszystkich wymiarach pana prorektora Kamila Torresa i nie stwierdziliśmy tutaj nieprawidłowości. Jesteśmy w stanie to udowodnić.
- A czy pan rektor może nam przybliżyć zakres obowiązków, jaki ma pan prorektor?
– Jest prorektorem ds. dydaktyki, ma też swoje funkcje: jest szefem Kliniki Chirurgii Plastycznej, która dopiero rozwija swoją działalność, to nie jest duża jednostka. Główna aktywność profesora Torresa związana jest z jego obowiązkami w Centrum Symulacji Medycznej, znakomitej jednostki. To jest bardzo ciężko pracująca osoba.
Czy uczelnia monitoruje to, jak osoby na kluczowych stanowiskach faktycznie mogą łączyć funkcje i wiele obowiązków jednocześnie?
– Bardzo słuszne pytanie. Poleciłem dokładne sprawdzenie tych zadań. Oczywiście monitorujemy, bo musimy mieć dane co do dyscypliny pracy, czyli łączenia stanowisk kierowniczych w jednostkach klinicznych czy jednostkach teoretycznych z pracą wynikającą z zajmowania funkcji czy prorektorów czy dziekanów czy prodziekanów. Oczywiście to są osoby, które dużo więcej pracują niż osoby, których tych funkcji nie zajmują. Pozostaje jeszcze praca w różnych czy towarzystwach naukowych, czy rodzaj jakiejś innej aktywności, np. w komisjach centralnych. Ja mówię na przykład o swojej pracy, gdzie liczba moich wyjazdów, aktywności jest niezwykła, to nie o to chodzi, żebym ja chwalił się swoją nadaktywnością, ale naprawdę uczestniczę w wielu bardzo ważnych w tym państwie sprawach dotyczących ewaluacji i standardów kształcenia.
Natomiast jeszcze raz powtarzam, wracając do osoby pana prorektora: „Gazeta Wyborcza” podała nieprawdziwą, fałszywą informację o zarobkach. Nie wiem, skąd wyszła, prawdopodobnie z jakiejś fałszywej dokumentacji, bo my wszystkie informacje mamy.
- I niedługo zostaną one ujawnione?
– Tak.
- Porozmawiajmy o stanie samej uczelni. Pojawiły się zarzuty o to, że ubywa studentów anglojęzycznych. Padają konkretne liczby: 1035 w 2019 roku do 615 w 2024 roku.
– Ja jestem osobą, która od ponad 20 lat odpowiada za studia anglojęzyczne na uczelni, która miała prawie zawsze najwięcej studentów w Polsce i w tym momencie, jeśli chodzi o studentów medycznych, ma chyba dalej najwięcej – mimo wszystko. Procesy, które były związane z covidem, o czym mówiliśmy, i z polityką emigracyjną – to aż tak nas nie dotyczyło, ponieważ mieliśmy świetnie opracowane wszelkie formy kontaktów z jednostkami konsularnymi i innymi.
Natomiast sytuacja wojny, czyli faktu tego, że jeżeli ja mam tłumaczyć rodzicom studentów z USA i Kanady, że dzieci będą 100 km od ogniska wojny i czy to nie jest dla nich niebezpieczne... Natomiast podjęliśmy działania, żeby postawić też na jakość, a zatem być może mieć tak, jak mamy mniej studentów, ale jednak zwiększyć koszty kształcenia, także my nie mamy tutaj żadnej straty ekonomicznej.
Zmiana polityki rządu Tajwanu, który zmienił regulacje i wprowadził zasadę, że studenci zagraniczni, którzy wracają do Tajwanu muszą mieć 5 lat praktyki zawodowej za granicą, po to, żeby dostać prawo wykonywania zawodu. No to zburzyło nam ten kanał. Dlatego szukamy teraz w Chinach kontynentalnych, w innych krajach, odbudowujemy sytuację w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Natomiast powtarzam, jesteśmy dalej jednym z liderów, jeśli chodzi o studia anglojęzyczne. Mamy dobrych studentów. Będziemy mieli teraz więcej z Emiratów Arabskich, będziemy mieli więcej z Chin, z Tajlandii i myślę, że damy sobie radę. Ja liczę, że w tym roku już ten proces zahamujemy i będziemy mieli pewną tendencję wzrostową.
- W tekście „Gazety Wyborczej” pojawiły się też wzmianki o cięciach finansowych i o tym, że uczelnia coraz słabiej radzi sobie finansowo.
– Mamy dodatni wynik finansowy, radzimy sobie z wypłatami wynagrodzeń, wszystkich należności zewnętrznych. Współdziałamy w tym zakresie ze związkami zawodowymi, nie mamy tutaj żadnego konfliktu. Być może chcielibyśmy, żeby nasi pracownicy zarabiali więcej, natomiast musi to być też związane z jakimiś ewidentnymi dowodami też w zakresie efektywności pracy, aktywności i myślę, że nasza uczelnia jest dobrze teraz oceniana także przez włodarzy miasta, bo dalej mamy dużo tych studentów. Dalej mamy dobre jednostki, które przede wszystkim leczą bardzo ciężko chorych pacjentów.
- W artykule GW pada zarzut, że długo zwlekał pan z odpowiedzią na to pismo.
– To był donos, niepodpisany.
- Jednak zarzuty były poważne.
– Ja mogę tylko pewne rzeczy dementować i to pytanie o ocenę zjawisk, które nie istnieją. Ja muszę mieć też adwersarzy, jakie są konkretne elementy tego zjawiska, o którym się mówi – uczelnia źle funkcjonuje – gdzie wypłaca wszystko w należytym porządku, z 13. pensją, ze wszystkimi możliwymi regulacjami. Kształcimy znakomitych studentów, którzy bardzo chcą u nas studiować i dają nam dowody i swojej aktywności i tego, że we wszystkich dyscyplinach, z których wychodzą w zawodach medycznych są najlepsi.
Ja studiowałem w stanie wojennym. Myśmy mieli ogromne obawy, myśmy patrzyli, czy ktoś na nas nie donosi, czy my nie mamy między sobą pracowników służby bezpieczeństwa i tego typu działania dla mnie są niezgodne, nie powiem, że ze zwyczajem akademickim, ale z normalnymi regułami. Jeżeli to by byli sygnaliści, no to co innego, to jest procedura, którą wszczynamy. Natomiast odnośnie donosów to ja bardzo przepraszam, ale jeżeli my byśmy mieli na wszystkie donosy odpowiadać... Ale skoro „Gazeta Wyborcza” postanowiła te donosy przenieść już w formie takiej, jak to zrobiła, no to też będziemy prosić, żeby się wytłumaczyła z tego, w jaki sposób to zostało skonstruowane.
Powiem jeszcze o jednym bardzo istotnym fakcie. Zanotowaliśmy próby w naszym systemie informatycznym zakłóceń, które mógłbym nazwać atakami cybernetycznymi. Poprosiłem oficjalnie Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego o pomoc. Będziemy mieli konsultacje specjalistów z odpowiednich służb. Z tego powodu bardzo się cieszę.
- W donosie możemy tez przeczytać, że na uczelni ma panować atmosfera strachu. Czy będzie powołana niezależna komisja, która miałaby wyjaśnić te poważne zarzuty?
– Nie czuję atmosfery strachu, ponieważ uczelnia jest w dobrej kondycji i nic złego dla jej pracowników tutaj się nie dzieje. Ktoś, kto jest bardzo niezadowolony z naszych sukcesów. Pisanie, że limuzyny jeździły? My w ramach limuzyn mamy dwie skody, nie wiem, 10-letnie. Absolutnie się tu nie wyróżniamy, wręcz oszczędzamy na wydatkach.
Pracuję prawie 40 lat jako lekarz, pracuję w świetnie wyposażonej, nowej klinice. Nasi pracownicy naukowi naprawdę są bardzo wysoko ocenieni, zarówno w obszarze dydaktyki i klinicyści. Nie możemy tego zepsuć i nie damy pola do popisu ludziom, którzy chcą naruszyć nasz porządek akademicki. Jestem przekonany, że tak będzie, że wyjdą różne jeszcze rzeczy, które badamy teraz z udziałem między innymi służb specjalnych.
- A to prawda, że sprawą tego donosu ma zajmować się prokuratura?
– Nie mam jeszcze informacji od prokuratury w sprawie tego donosu. Natomiast my jesteśmy otwarci, ponieważ sami wystąpimy z prośbą o pomoc, w tych elementach dotyczących pokazywania nieprawdziwych, fałszywych informacji, bo to godzi w nasze interesy. Także myślę, że prokuratura zainteresuje się tym w innym aspekcie.
Prokuratura Okręgowa w Lublinie potwierdziła nam, że anonimowy donos jest badany. Na czwartkowej konferencji prasowej, która miała dotyczyć inwestycji na uczelni, rektor ponownie odniósł się do zarzutów. Mówił podobnie jak w rozmowie z Dziennikiem Wschodnim. Podał jednak zarobki prorektorów. W obecnej kadencji, czyli od września ub. roku do końca marca 2025 roku prorektorzy zarobili:
prof. Kamil Torres – prorektor ds. kształcenia i dydaktyki – 423 056,41 zł
prof. Jarogniew Łuszczki - prorektor ds. nauki – 317 581,30 zł
prof. Marek Sawicki - prorektor ds. klinicznych – 336 997,12 zł.
Rektor przyznał, że zapowiadane wnioski do prokuratury, m.in. o naruszenie dóbr osobistych mają pojawić się w najbliższych dniach. Podkreślał również, że uczelnia współpracuje ze służbami w zakresie udostępniania wszystkich informacji i jawności.
