
Po takim meczu piłkarze Podlasia długo będą pluli sobie w brody. Bialczanie w drugiej połowie spotkania z Wiślanami Skawina zmarnowali: rzut karny i nie „setkę”, a „dwusetkę”. Jak to w piłce bywa rywale w doliczonym czasie gry zdobyli zwycięskiego gola.

Chociaż wielkich sytuacji w pierwszej połowie długo nie było, to mecz oglądało się przyjemnie. Wiślanie byli częściej przy piłce, potrafili wymieniać podania na małej przestrzeni, a gra była płynna. Gospodarze próbowali zaskoczyć Pawła Lipca przede wszystkim po strzałach z dystansu. Praktycznie każde takie uderzenie było jednak niecelnie.
Biało-zieloni odgryzali się głównie kontrami. W 38 minucie długą piłkę spod swojej bramki na Jarosława Kosieradzkiego posłał Mateusz Podstolak. Kosieradzki powalczył z rywalem i przejął futbolówkę. Odegrał do Michała Opalskiego, a ten szybko zagrał na prawo do Dominika Malugi. Skrzydłowy z ostrego kąta chyba jednak strzelał. Szkoda tylko, że pomylił się o centymetry i że akcji nie zdołał zamknąć Maksym Horzhui.
W doliczonym czasie gry pierwszej odsłony powinno być 0:1. Opalski jeszcze ze swojej połowy posłał piłkę na wolne pole, przejął ją w szesnastce Horzhui, ale sam nie kończył akcji, tylko wyłożył do Malugi. Niestety, były gracz Avii uderzył nad poprzeczką. Za chwilę za głowy mogli złapać się też miejscowi. Po centrze z rzutu wolnego Nikodem Morawski z bliska strzelił głową w słupek. W efekcie, do przerwy było 0:0.
Po wznowieniu gry obie ekipy ruszyły do przodu i w sześć minut działo się zdecydowanie więcej niż w całej pierwszej części meczu. W 50 minucie Patryk Kołodziej huknął z dystansu, a Lipiec odbił piłkę na rzut rożny. Po centrze w polu karnym Podlasia zrobiło się potężne zamieszanie, w którym goście dwa razy wybijali piłkę sprzed bramki, bramkarz obronił jeszcze „główkę” rywali, a na koniec Kołodziej przymierzył w poprzeczkę. Za chwilę po kolejnym kornerze ekipa z Białej Podlaskiej znowu miała sporo szczęścia, ale się wybroniła.
Przyjezdni za chwilę sami stanęli przed kapitalną szansą na gola. Po tym, jak Horzhui wyrzucił daleko piłkę z autu, Marcin Pigiel był faulowany w polu karnym przez Adisę Monsuru. Kosieradzki przegrał jednak pojedynek z bramkarzem i nadal było 0:0.
Zanim minął kwadrans drugiej odsłony Krystian Bociek z ostrego kąta przymierzył w poprzeczkę. Niedługo później Horzhui za słabo „dokręcił” piłkę do bramki. Później kontrolę przejęli piłkarze trenera Artura Renkowskiego. I to oni mieli piłkę meczową. W 87 minucie po akcji prawą flanką świetnie dogrywał Piotr Cichocki. Akcję na dalszym słupku powinien strzałem do „pustaka” zamknąć Pigiel. Uderzył jednak za lekko i Szymon Brańczyk zdołał odbić ten strzał.
W trzeciej minucie doliczonego czasu gry do gospodarzy uśmiechnęło się szczęście. Po rzucie wolnym Morawski wygrał walkę w powietrzu, a piłkę odbił jeszcze Dmytro Avdieiev. Niestety, tak pechowo, że wystawił ją Kołodziejowi, który... przewrotką zapewnił Wiślanom trzy punkty. Dla ekipy z Białej Podlaskiej to pierwsza porażka w tym roku.
Wiślanie Skawina – Podlasie Biała Podlaska 1:0 (0:0)
Bramka: Kołodziej (90+3).
Podlasie: Lipiec – Orzechowski (45+2 Mikołajewski), Podstolak, Avdieiev, Pigiel, Kamiński, Lipiński, Maluga (67 Cichocki), Opalski, Kosieradzki (67 Wojczuk), Horzhui.
