

Już w czwartek (10 kwietnia), w ramach projektu Jazz w CSK wysłuchamy na żywo jednego z najciekawszych pianistów młodego pokolenia – Grzegorza Tarwida. Artysta zaprezentuje program oparty na swoim debiutanckim albumie „Flowers”, który ukazał się nakładem prestiżowej wytwórni płytowej – Clean Feed. Poniżej zamieszczamy rozmowę z artystą.

Nie można być cały czas schowanym i stanowić tło dla innych
Grzegorz Tarwid – pianista i kompozytor. Zebrał doświadczenie od wielu mistrzów polskiej pianistyki: najpierw od weterana jazzu tradycyjnego Wojciecha Kamińskiego, następnie Andrzeja Jagodzińskiego i Michała Tokaja. Ma na swoim koncie koncerty m.in. ze Zbigniewem Namysłowskim, Maciejem Obarą, ale też Marcinem Maseckim czy Janem Młynarskim. 10 kwietnia wystąpi na żywo w Klubie Muzycznym CSK.
Przyjedzie Pan do Lublina z materiałem, który wypełnia ostatnią Pana płytę „Flowers”. Czego możemy się spodziewać?
Będą to w większości utwory z tego albumu, może zagramy jakieś nowe kompozycje, natomiast przywieziemy ze sobą kwiatek w postaci klarnetu kontrabasowego Michała Górczyńskiego. Michał jest wszechstronnym artystą, oscylującym głównie wokół projektów wytwórni Lado ABC - współtworzy Bastarda Trio, ale też gra w zespołach związanych z współczesną kameralistyką, np. Kwartludium. Mieliśmy okazję współpracować przy jakichś wcześniejszych okolicznościach i zawsze jego instrument wydawał mi się na tyle osobliwy - chyba jest jedynym muzykiem, który grywa w Polsce na klarnecie kontrabasowym - że po prostu czułem potrzebę zaproszenia go do zagrania koncertu. Dodanie go do tria wydawało mi się czymś naturalnym. A więc w takim kwartecie wykonamy w Lublinie parę nowych utworów.
Nad czym Pan teraz pracuje?
Niebawem będę miał obronę na stanowisko doktora w Akademii Muzycznej w Łodzi, pisałem pracę o minimalizmie we współczesnym jazzie na przykładzie autorskich kompozycji. Moim promotorem był profesor Zygmunt Krauze, wybitny kompozytor związany właśnie z tą estetyką. Być może w tym roku uda mi się również wydać nagranie z utworem „Chłód” na instrumenty klawiszowe i orkiestrę smyczkową AUKSO, który miałem przyjemność napisać i wykonać na zamówienie festiwalu Auksodrone. Obecnie zaś promuję płytę duetu Pegazi, który współtworzę z Bartoszem Weberem.
Występuje Pan m.in. w składach wieloosobowych jak np. w zespole Marka Pospieszalskiego czy Tomasza Dąbrowskiego. Natomiast na debiutanckiej płycie gra Pan w klasycznej formule jazzowej, jaką jest trio. Czym różni się praca z trio od pracy w septecie albo oktecie?
Na pewno trio jest tańsze i bardziej elastyczne terminowo jeśli chodzi o zagranie koncertu…praca w takich dużych składach zawsze wymaga pewnego wyczulenia od improwizatora, w ogóle od wykonawcy, żeby nie wyskakiwać przed szereg. Formuła wspomnianych zespołów Marka i Tomka nie zakłada za dużo zapisu nutowego a większość materiału dźwiękowego stanowi improwizacja, więc również umiejętność znalezienia własnej przestrzeni jest tutaj kluczowa. Z drugiej strony nie można być cały czas schowany i stanowić jakieś tło dla innych, trzeba czasem odważyć się i zaproponować myśl bądź kierunek którym reszta składu podąży.
W trio natomiast nie rodzi się taka obawa, że za dużo dźwięków się gra, czy coś. Cały czas równolegle troje ludzi kreuje swoją historię - czasem oszczędniej, czasem gęściej. Patrząc jednak na klasyczną formułę i w ogóle historyczny kontekst takiego składu, to u nas nie ma takiego standardowego podziału na improwizację, akompaniament czy wręcz realizację formy bazującej na temacie przewodnim, jak to tradycja jazzowa pokazuje. Jeżeli następuje w utworze solówka konkretnej osoby to funkcjonuje ona jako przejście do kolejnej, zupełnie nowej części. Więc pod tym względem trio powiela formułę wspomnianych składów.
Płyta „Flowers” ukazała się nakładem prestiżowej portugalskiej wytwórni Clean Feed. Jak doszło do współpracy i co ona dla ciebie oznacza?
Grając w Porto z oktetem Marka po prostu poznałem się z szefem tej wytwórni, Pedro Costą, przy okazji pewnej wspaniałej imprezy, gdzie któryś z kelnerów powiedział „water of bottle”. Oprócz tego że zaczęliśmy korespondować i używając tego sformułowania jako nasze hasło powitalne oraz synonim dobrego życia, to również zaprezentowałem mu właśnie materiał nagrany w trio. Po kilku mailach zadecydowaliśmy, że Clean Feed wyda album. Oczywiście mimo, że to jest osiągnięcie wydanie płyty w zagranicznej oficynie, która ma ogromny katalog z muzyką improwizowaną z całego świata i wypuszcza moją muzykę dalej, to należy pamiętać, że nadal mówimy o świecie jazzowym, gdzie nie pojawiam się na playlistach streamingowych albo nie mam dużej liczby odsłuchów. Na pewno jednak znalazło się zainteresowanie w Polsce i na niektórych festiwalach zagranicznych, o których niebawem będę ogłaszał.
„Flowers” nagraliście metodą absolutnie analogową, na magnetofon szpulowy. Dlaczego?
Magnetofon stał się na pewno często używanym narzędziem w studiach, ze względu na dodawanie ciepła w całościowym brzmieniu, które nieprzepuszczone przez cyfrowe programy do nagrywania, zyskuje w swojej naturalności i organiczności. Albert Karch, który oprócz grania na perkusji i komponowania jest też producentem muzycznym oraz realizatorem dźwiękowym, to właśnie dzięki jego doświadczeniom studyjnym i wspólnych rozmowach zdecydowałem na pójście w stronę analogową. Za nagranie odpowiada zaś Piotr Zabrodzki, będący absolutnym znawcą studyjnym jeśli chodzi o analogowy sprzęt.
Jak się zaczęła twoja przygoda z jazzem?
Będąc nastolatkiem mój pierwszy nauczyciel Wojciech Kamiński w szkole muzycznej pokazał mi Oscara Petersona. Jego wirtuozeria była dla mnie na tyle inspirująca, że zacząłem więcej poznawać artystów tego pokroju. No i potem to już poszło: Pat Metheny, Esbjorn Svensson Trio, płytka Litania Tomasza Stańki, Marcin Masecki…
Muzyczna podróż z Grzegorzem Tarwidem i jego trio
„Flowers” to płyta pełna subtelności i delikatności, inspirowana zmiennością i chaosem natury. W sześciu autorskich kompozycjach Tarwid sięga po różnorodne inspiracje. Sporo tu nawiązań do klasyki, muzyki ludowej czy brzmień latynoskich. Każdy utwór na albumie to osobna opowieść, pełna emocji i nieoczywistych skojarzeń. Płyta została zarejestrowana na magnetofonie szpulowym w warszawskim studiu Pasterska 7 przez Piotra Zabrodzkiego, co nadało jej unikalne analogowe brzmienie.
Tarwidowi towarzyszą muzycy, z którymi współpracuje na co dzień w innych składach: kontrabasista Max Mucha i perkusista Albert Karch. Artysta przygotował niespodziankę bowiem na koncercie w Klubie Muzyczym CSK do tria dołączy Michał Górczyński, klarnecista kontrabasowy związany z wytwórnią Lado ABC, ale też zespołami współczesnej muzyki kameralnej takimi jak Kwartludium czy Hashtag Ensemble.
Zespół zagra w składzie:
Grzegorz Tarwid – fortepian
Max Mucha – kontrabas
Albert Karch - perkusja
Michał Górczyński – klarnet basowy.
Początek koncertu o godzinie 19:00. Bilety do nabycia online.
