

Przed kibicami Motoru wyjątkowe spotkanie. W końcu ich pupile zagrają w sobotę o godz. 17.30 mecz przyjaźni ze Śląskiem Wrocław. Na trybunach będzie święto, ale na boisku gospodarze zrobią wszystko, żeby wywalczyć kolejne punkty, bo nadal zajmują ostatnie miejsce w tabeli.

W poprzednim sezonie ekipa z Wrocławia cieszyła się z sensacyjnego wicemistrzostwa Polski. Tym razem kibice Śląska przeżywają jednak bardzo trudne chwile. Od dawna ich drużyna zajmuje ostatnie miejsce w tabeli.
Jesienią wywalczyła zaledwie 10 punktów. Wiosną na pewno widać postęp, bo wystarczyło osiem kolejek, a podopieczni trenera Ante Simundzy już uzbierali 11 „oczek”.
Po wygranej z Lechem Poznań w miniony weekend wróciły też nadzieje na utrzymanie. Sytuacja była już beznadziejna i większość postawiła na drużynie krzyżyk. Tymczasem do bezpiecznej strefy tabeli Śląsk traci obecnie zaledwie trzy punkty. O tym, że wrocławianie mają lepszy zespół już w pierwszej rundzie przekonał się ostatnio „Kolejorz”, który poległ na wyjeździe 1:3. Spotkanie z trybun oglądało niemal 34 tysiące widzów.
– Kiedy pokonujesz taki zespół jak Lech, musisz mieć dużo pewności siebie. Od pierwszego dnia mówiłem, że wszyscy wierzymy w utrzymanie. Naszymi występami w ostatnich meczach przekonaliśmy miasto do wiary w nas. To dla nas ogromne osiągnięcie. Teraz naszym zadaniem jest, aby utrzymać tę wiarę u wrocławskich kibiców – mówi Ante Simundza.
Jednym z architektów lepszych wyników oprócz szkoleniowca jest napastnik Assad Al Hamlawi. Sprowadzony ze Szwecji 25-letni zawodnik ma już na koncie pięć goli, a do siatki trafiał w czterech ostatnich występach. Co ciekawe, oddał do tej pory osiem strzałów i aż pięć z nich zakończyło się bramkami.
Piłkarze Motoru przystąpią do zawodów w bardzo dobrych humorach. W niedzielę rozbili u siebie Stal Mielec 4:1 i praktycznie zapewnili sobie utrzymanie, bo mają już na koncie 39 „oczek”. – Cel minimum na ten sezon został osiągnięty. Teraz walczymy o jak najwyższą lokatę, chcemy zająć najlepsze miejsce w historii Motoru w ekstraklasie – mówi Jakub Łabojko, dla którego wizyta we Wrocławiu będzie wyjątkowa.
– Spędziłem tam fajny czas. Dwa lata, w których w jednym sezonie walczyliśmy o utrzymanie, a w następnym już o podium. Szkoda, że nie udało się tego zrealizować, ale cały okres we Wrocławiu wspominam bardzo dobrze i będzie to dla mnie szczególny mecz. Do tej pory rzadko miałem okazję grać przeciwko swoim byłym klubom, więc to spotkanie będzie wyjątkowe. Mam nadzieję, że przypieczętujemy go zwycięstwem – dodaje pomocnik, który przeciwko Stali zaliczył pierwsze trafienie w barwach ekipy z Lublina.
– Cieszę się, że udało mi się strzelić, bo bardzo dobrze się czułem na boisku. Rasmus i Gert pewnie nie będą zadowoleni, bo strzały zza pola karnego u nas są rzadkością i na pewno na odprawie pokażą, że to nie była dobra pozycja do oddawania strzału. Kopnąłem na własną odpowiedzialność, wziąłem to na siebie i udało się strzelić bramkę – uśmiecha się Łabojko.
