

Jakie powinny być najważniejsze elementy szkolenia wojskowego obywateli, o współczesnych zagrożeniach bezpieczeństwa i wyzwaniach, jakie mogą stanąć przed naszym społeczeństwem w przyszłości – o tym rozmawiamy z nauczycielem klas mundurowych oraz instruktorem strzelectwa z Puław, Mariuszem Markiem.

• Rząd zapowiada szerokie szkolenie męskiej populacji polskich obywateli. To dobry pomysł?
Zawsze uważałem, że ludzie powinni być przeszkoleni na wypadek sytuacji kryzysowych, czy to w formie szkolenia wojskowego, czy w formie edukacyjnej w szkołach. Jakaś forma szkolenia być powinna, pytanie tylko jaka. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że chodzi o miliony ludzi, którzy gdzieś to szkolenie muszą odbyć. Jeśli będą to jednostki wojskowe, cały ten proces może zaburzyć rytm szkolenia wojsk regularnych. Należy zastanowić się więc także nad tym, co z pracą zawodową rekrutów. Jeśli będą dla nich płatne urlopy to dobrze, ale w takim razie, co z pracodawcami? Część firm być może będzie musiała zatrudnić tymczasowo inne osoby w zastępstwie szkolących się. Pytań jest wiele, bo na razie to po prostu rzucone hasło.
• Diabeł tkwi w szczegółach. Kolejne pytanie to kwestia tego, czego dotyczyć miałoby takie szkolenie podstawowe. Jakie umiejętności powinien nabyć człowiek, który je ukończy?
Słowo „podstawowych” jest kluczowe, bo takie osoby nie będą stanowiły głównych sił zbrojnych naszego państwa. Nie pójdą na linię frontu. To będą osoby do wspierania działań wojsk liniowych. Jeśli miałoby to zależeć ode mnie, nauczyłbym ich przede wszystkim bezpiecznego posługiwania się bronią i oddawania strzałów w zadanym kierunku. Na naukę strzelania celnego czasu może być za mało. Nauczyłbym ich obycia się z bronią. Osoba po przeszkoleniu powinna wiedzieć, jak ona pachnie, jak ona brzmi, jaki ma odrzut. To wszystko należy namacalnie poznać. Jeśli miałoby to polegać tylko na zasadzie wykładu lub pokazu, to takie szkolenie nie ma sensu.
Kolejna sprawa to zapewnienie sobie pomocy medycznej, nauka samoopatrywania ran. Jak uczy nas konflikt na Ukrainie, w pierwszych momentach ranny musi sobie pomóc samodzielnie. Postawiłbym więc na medycynę pola walki, zakładanie opasek uciskowych, pierwszą pomoc itd. Kolejna ważna rzecz to nauka orientowania się w terenie, posługiwania się mapą lub za pomocą urządzeń. Żeby wiedzieć, jak wybrać kierunek marszu, jak się przemieszczać.
Czwarta rzecz to umiejętność wykonywania poleceń, słuchania rozkazów. Zwykły obywatel może mieć opory przed podporządkowaniem się dowódcy, a to utrudnia działanie w grupie. Niestety: dzisiejsze społeczeństwo wydaje się roszczeniowe i wygodne, więc istnieje ryzyko, że ktoś odmówi wykonania polecenia np. przedzierania się przez bagna. To może być problem, którego nie da się rozwiązać w krótkim okresie czasu. Lepiej pod tym względem było nawet w czasie obowiązkowej, zasadniczej służby wojskowej, bo wtedy wszyscy w jakiś sposób przygotowywali się na nią, wiedzieli że są przełożeni, do których należy zwracać się z szacunkiem i wypełniać ich polecenia.
• No właśnie, żeby z cywila zrobić żołnierza potrzebny jest czas.
Tak, potrzebny jest czas, dyscyplina, treningi, systematyczność, obycie z bronią.
• Rozmawiamy o szkoleniu wojskowym, ale wydaje się, że część zagadnień powinna dotyczyć kwestii obrony cywilnej, świadomości zagrożeń.
Prosty przykład: czy jako mieszkaniec Puław wiem, gdzie są miejsca schronienia i schrony w moim mieście? Ja wiem, ale głównie dlatego, że uczę w klasach mundurowych. W jednostce wojskowej mamy schron, w budynkach przy ul. Czartoryskich i pod niektórymi szkołami. Niestety; w naszym kraju wszystkie dostępne miejsca schronienia, które są czymś innym, niż schrony, przewidziane są tylko dla 3 proc. ludności. Inna sprawa to edukacja, jak zachować się w trakcie zagrożenia. Mnie podoba się edukacja w państwach, gdzie występują trzęsienia ziemi. Tam dzieci od małego uczy się jak reagować, gdy pojawiają się wstrząsy. U nas w szkole, gdy robimy próbną ewakuację, każdy robi po swojemu. Powiem tak: gdy w Polsce słychać strzały to wszyscy idą sprawdzić kto strzela i do kogo. W Stanach Zjednoczonych w takim przypadku wszyscy kładą się na ziemię, próbują się chronić. Inny przykład, mieliśmy w Puławach dzieci z Ukrainy. Gdy 1 sierpnia zawyły syreny w związku z rocznicą Powstania Warszawskiego, ich odruchem była ucieczka do piwnicy. Myślały, że to nalot.
• Tymczasem u nas wszystkim już te próbne syreny, alarmy rocznicowe itd. spowszedniały. Do tego stopnia, że nikt nie zwraca na nie większej uwagi.
Mało tego. Pytanie, czy wiemy dlaczego te syreny wyją. I czy rozpoznajemy sygnał zagrożenia chemicznego, co dla nas w Puławach powinno być ważne od sygnału przy ataku powietrznym. Sądzę, że świadomość społeczeństwa w tym zakresie jest zerowa.
• I czy będziemy wiedzieli co zrobić, gdy podczas wojny zauważymy lecącego w naszą stronę drona.
Jeśli widać drona to znaczy, że jest zły operator. Drona ma pan nie widzieć, ani nie słyszeć. Inna sprawa, czy będziemy mieli wojnę standardową, taką jaką mają dzisiaj na Ukrainie, czy to będzie konflikt w cyberprzestrzeni na zasadzie rujnowania gospodarczego potencjału państwa poprzez odcinanie źródeł energii, internetu, hakowanie stron itp. Taka wojna też może nas czekać.
Czy społeczeństwo bez elektryczności poradzi sobie z przechowywaniem żywności, jeśli lodówki przestaną działać?
• I bez telefonów komórkowych jeśli uszkodzone zostaną BTS-y, stacje przekaźnikowe sieci GSM.
Dlatego należy uczyć ludzi praktycznych umiejętności, w tym orientacji w terenie bez wspomagania nawigacją satelitarną GPS.
• Wojna nowego typu może uderzyć w nas także fakenewsami. Cywile otrzymają polecenie nasłuchiwania komunikatów, ale czy poradzą sobie z odróżnieniem tych prawdziwych od wprowadzających w błąd?
Dzisiaj mamy AI, który może podszywać się pod różne instytucje. Mogę słyszeć w radio głos dziennikarza, który w rzeczywistości nie będzie należał do niego.
• Wyobrażam sobie sytuację, w której w internecie pojawi się wygenerowany komputerowo prezydent i wiele osób da się nabrać. Nasi wrogowie mogą mieć zgrane głosy generałów, dowódców wojskowych, atakować dezinformacją i paraliżować krytyczne sieci komunikacyjne.
Wystarczy wejść na portale internetowe i zobaczyć ile takich treści znajduje się w sieci już dzisiaj. Obawiam się destabilizacji informacyjnej, gdzie nie będziemy w stanie odróżnić informacji rzetelnych od sfałszowanych przez naszych przeciwników, a to droga do społecznego rozłamu i chaosu. Sztuczna inteligencja z pewnością będzie zagrożeniem. Szczególnie, że wiele osób czyta treści bezkrytycznie, bez żadnej weryfikacji.
• Wracając do kwestii szkolenia: ile czasu powinno trwać, żeby miało to sens?
Trudno powiedzieć, bo każdy inaczej przyswaja wiedzę, ale widząc jak na strzelnicach zachowują się niektórzy żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej, mogę stwierdzić, że te 16 dni to za mało. Po prostu podchodzą do tej broni zbyt beztrosko. Pokazała to jedna z sytuacji z granicy polsko-białoruskiej, gdy dziewczyna z patrolu przestraszyła się i wystrzelała cały magazynek do jakiegoś dzika. Nacisnęła spust i trzymała do końca. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że w sytuacji stresu działamy inaczej, a przećwiczenie działania pod presją wymaga czasu.
• Mówi się o tym, że szkolenie będzie miało wymiar indywidualny, zróżnicowany pod względem zainteresowań i umiejętności obywatela. Przykładowo, informatyk mógłby szkolić się w ochronie cyberprzestrzeni.
Przy szkoleniu specjalistycznym tak by to wyglądało, ale mówiąc o podstawowym wydaje mi się, że nacisk będzie położony przede wszystkim na świadomość zagrożeń. Mam na myśli różne zagrożenia, nie tylko wojenne. Uważam, że powinniśmy wiedzieć jak zachować się np. w sytuacji ataku terrorystycznego, by podnieść szanse na jego przeżycie. Czy jak działać już po przejściu frontu, co robić, jak się organizować.
• Byle tylko nie kładli zbyt dużego nacisku na musztrę. Mam na myśli to, że żołnierze w pierwszej kolejności powinni umieć celnie strzelać, a nie równo maszerować.
Kiedyś sam byłem świadkiem, jak jeden z takich konserwatywnych wojskowych przyszedł szkolić dzieci z musztry i robił to na podstawie konspektu z lat 60-tych. Czytał im po prostu jak wygląda postawa na baczność itd. A my musimy zadać sobie pytanie, czy wojsko ma uczyć się właśnie maszerować, czy ma się bronić. Jest przecież pułk reprezentacyjny Wojska Polskiego, więc niech oni ćwiczę tę musztrę, ale zwyczajni żołnierze powinni szkolić się tak, by przetrwać na współczesnym polu walki.
• Tutaj oprócz szkolenia dorosłych może warto byłoby wrócić do nauki podstaw bezpieczeństwa; także wśród dzieci. Tak jak robią to inne państwa.
Dobrym przykładem jest Izrael. Pamiętam, jak tuż przed wojną byłem na pielgrzymce i rozmawiałem z miejscowymi. Oni wiedzą, gdzie w razie czego mają się udać, wiedzą gdzie jest przeznaczona dla nich broń, wiedzą gdzie są pojazdy, schrony. Powinniśmy brać z nich przykład i przygotować obywateli na różne scenariusze.
• Oby tylko nigdy się nie zrealizowały.
Miejmy nadzieję, że trzymajmy się lepiej zasady, że przezorny jest zawsze ubezpieczony.
Nadchodzi powszechne szkolenie wojskowe
Premier Donald Tusk w zeszły piątek poinformował o tym, że trwają prace nad przygotowaniem szkoleń wojskowych dla obywateli, by zwiększyć liczbę rezerwistów „adekwatnie do ewentualnych zagrożeń”. Model powszechnych szkoleń ma być gotowy do końca roku. Na razie nie znamy jego szczegółów ani kosztów. Reprezentanci sektora przedsiębiorstw zwracają uwagę na konieczność poinformowania pracodawców z wyprzedzeniem, by ci zdążyli przygotować się na dodatkowe absencje wśród pracowników. Nie wiemy również ile czasu potrwają tego rodzaju szkolenia. Pojawiły się już opinie o tym, że miesiąc nie wystarczy.
Cytowany przez PAP szef Ministerstwa Obrony Narodowej, Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował natomiast o tym, ze program przeszkolenia wojskowego będzie dostępny zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet. Powstać ma interaktywna mapa, którą chętni do odbycia przeszkolenia wykorzystają do wybrania sobie „przewodnika” oraz „rodzaju szkolenia” do realizacji. Osoby aktywne zawodowo, które zdecydują się na przeszkolenie mają otrzymać finansową rekompensatę ze strony państwa.
Więcej szczegółów dotyczących programu powinno pojawić się jeszcze tej wiosny. Wiceminister Cezary Tomczyk zapowiedział, że „kompleksowy plan” ma zostać przedstawiony w ciągu „najbliższych tygodni”.
