

Za otwarcie boiska sportowego dla mieszkańców Puław - mimo sądowego zakazu - prezydent Paweł Maj odbędzie karę pięciu dni pozbawienia wolności. Samorządowiec spędzi je w więzieniu w Opolu Lubelskim. To skutek odrzucenia proponowanej przez sąd grzywny w wysokości 5 tysięcy złotych.

To prawdopodobnie jedna z najbardziej absurdalnych historii dotyczących polskiego samorząd. W poniedziałek, 7 kwietnia, Paweł Maj, prezydent Puław, na mocy decyzji sądu, stawi się do zakładu karnego w Opolub Lubelskim celem odbycia kary aresztu. Zamknięcie urzędującego prezydenta miasta to skutek...otwarcia przez niego boiska sportowego "Orlik" przy Szkole Podstawowej nr 4 w Puławach dla mieszkańców. Za pozwolenie na grę w piłkę po lekcjach, czyli zgodnie z celem, jaki przyświecał finansującemu budowę boisk rządowi, samorządowiec zostanie przykładnie ukarany. Za kratkami spędzi pięć dni. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem do domu powinien zostać zwolniony w piątek, 11 kwietnia.
"Dlatego wybrałem więzienie"
Dodajmy, że prezydent sam wybrał taki sposób ukarania go, świadomie odrzucając propozycję zapłacenia (przez miasto) grzywny w wysokości 5 tys. zł. Dla Puław uiszczenie takiej sumy nie stanowiłoby żadnego problemu, ale samorządowiec chcąc zaakcentować swoją niezgodę na karanie miasta za otwarcie boiska, wybrał drugą możliwość, a więc 5 dni aresztu.
- Bezduszne, kalekie prawo, które uderza wprost w dzieci. Przez lata ciągną się wyroki, które są absurdem. Zapłacenie przez miasto grzywny za to, że dzieci mogą ćwiczyć na przyszkolnym boisku byłoby usankcjonowaniem niesprawiedliwości. Dlatego wybrałem więzienie. To nie są tylko słowa - to czyny - wyjaśnia Paweł Maj na swoim profilu facebookowym.
- Moja odsiadka to symbol. Miasto mogło zapłacić 5000 zł i sprawa przeszłaby bez echa. Ale wtedy nikt by o tym nie usłyszał, a niesprawiedliwość trwałaby dalej. Wierzę, że mój gest otworzy oczy decydentom i zmobilizuje ich do zmian. Bo dzieci powinny mieć prawo do sportu i wypoczynku bez przeszkód! - dodaje.
Przypominamy, że problemy z "Orlikiem" przy SP nr 4 w Puławach ciągną się od wielu lat. Od momentu, gdy dzieciaki grające w piłkę po lekcjach, a dokładniej generowany przez nie hałas (okrzyki, gwizdki trenerów) oraz natężenie światła z lamp halogenowych na masztach zaczęło wadzić państwu G. - małżeństwu mieszkającemu w pobliżu boiska.
Pozwali i wygrali
Dwójka puławian pozwała miasto i wygrała w drugiej instancji. Żeby zlikwidować deklarowane uciążliwości, sąd nałożył na miasto sankcje ograniczają możliwość korzystania z obiektu po lekcjach. Żeby wyciszyć "Orlika" Puławy postawiły przy nim długi na kilkadziesiąt metrów ekran akustyczny (za 240 tys. zł), ale nawet to nie uchroniło prezydenta przed więzieniem. Maj ośmielił się otworzyć boisko bez zaczekania na zgodę sądu, który potwierdziłby tym samym, że uciążliwości, na które skarżyła się dwójka obywateli, zostały wyeliminowane.
Czy nagłośnienie tej nietypowej sprawy, w której sąd wziął w obronę subiektywne dobro dwójki mieszkańców kosztem dostępu do sportowej infrastruktury dla setek dzieci i młodzieży z miasta Puławy i okolic, pomoże zmienić przepisy w taki sposób, by ta historia już nigdy się nie powtórzyła? Prezydent Puławy liczy na to, na to, że jego aresztowanie, zwróci uwagę na ten problem. Problem, który mogą mieć także inne miasta posiadające "Orliki" położone na terenie osiedli mieszkaniowych.

